Wracamy do domu ..jest bardzo źle. Łapcia spuchnięta bardzo calutka ..co raz ciężej oddycha nasz skarbusiek. Na RTG na płucach już też są zmiany ..serca nam krwawią ..bijemy się z myślami,ale Pan Dr. zna go od pierwszych dni w Domku na Prerii. Baca witał nawet jego nowonarodzone dziecko..Bacuś to część i ich życia..i mówi stanowczo "nie" .."nie pozwólcie mu się męczyć bo tej walki nie wygramy a jego cierpienie będzie dla niego za wysoką ceną za tą walkę". Tak ,to rak kości ..bardzo szybko postępujący. Obcięcie całej łapki tu nic nie zmieni bo zmiany są już w płucach. Ze względu na sympatię do Bacy i miłość jaką go darzy Pan dr. pozwolił pojechać nam z Bacusiem do domu. Podał leki paliatywne by nie cierpiał ..pozwolił nam go zabrać i pożegnać się w domu reszcie stada. Pozwolił jeszcze na ostatnie chwile razem ..póki się da. Jest pod telefonem jak już będzie bardzo źle. Jedziemy i wyjemy..łzy zalewają nasze oczy i spływają ciągle po policzkach ..modlimy się o każdą minutkę ,godzinę ..może nawet dzień. Bacusiu kochamy Cię i jesteśmy złe na stwórcę ..dlaczego ty ..Drugiego takiego nigdy nie spotkamy na naszej drodze.